niedziela, 20 marca 2016

Zwycięska strategia Mercedesa

Nico Rosberg jako pierwszy znalazł się na mecie wyścigu o Grand Prix Australii. Kierowcy Mercedesa ustrzelili dublet, pomimo nieudanego startu, po którym stracili prowadzenie. Podium uzupełnił Sebastian Vettel.

Zamiast planowanych 58. okrążeń, wyścig liczył o jedno mniej po tym jak kierowcy musieli wykonać dodatkowe okrążenie formujące z powodu awarii bolidu Daniła Kwiata, który odmówił posłuszeństwa jeszcze na polach startowych. Najlepiej z miejsca ruszył Sebastian Vettel i to czterokrotny mistrz świata przejeżdżał pierwszy zakręt jako lider wyścigu. Uwikłani w walkę między sobą, kierowcy Mercedesa stracili także miejsce na rzecz Kimiego Raikkonena, a chwilę później Hamilton spadł aż na 6. lokatę. Ofiarą startu okazał się być Kevin Magnussen, w którego Renault doszło do przebicia opony.

Lewis próbował odrabiać straty, ale nie potrafił uporać się z bolidem Toro Rosso Maxa Verstappena. Zespołowy kolega Holendra, Carlos Sainz zapoczątkował zjazdy do alei serwisowej, a chwilę później na swoim stanowisku zjawił się późniejszy zwycięzca wyścigu - Nico Rosberg. Okrążenie później, to samo zrobił Seb. Po swoim postoju, Sebastian Vettel zjawił się na torze na supermiękkiej mieszance, kilka sekund za Hamiltonem, który - podobnie jak Raikkonen - postanowił przedłużyć pobyt na torze. Niemiec w czerwonym bolidzie znalazł się przed aktualnym czempionem jeszcze zanim Hamilton odwiedził swoje stanowisko serwisowe. Zaraz po tym jak boksy opuścił Kimi Raikkonen - który stracił pozycję wicelidera na rzecz Rosberga - na obiekcie Albert Park doszło do fatalnie wyglądającego wypadku. 

Przy próbie wyprzedzenia Estebana Gutierreza, Fernando Alonso zahaczył o bolid Haasa, w wyniku czego ogromnym impetem uderzył w ścianę. Koziołkując w żwirowej pułapce, bolid McLarena dofrunął do bariery ułożonej z opon, po czym kolejny raz wzbił się w powietrze i wylądował już jako wrak, który niekoniecznie przypominał wyścigowy bolid. Żadnemu z kierowców nic się nie stało, ale Fernando Alonso został zabrany z toru przez samochód medyczny. Zarówno Hiszpan, jak i Meksykanin - oczywiście - znaleźli się tym samym poza wyścigiem. Zdarzenie miało miejsce w zakręcie numer 3, a jego skutkiem była czerwona flaga, która chwilowo przerwała zmagania na torze.



Przed restartem, w wyścigu przewodził Vettel przed Rosbergiem i Raikkonenem. Na świetnych pozycjach utrzymywali się kierowcy Toro Rosso, którzy pozostawali na pozycjach 5. i 6. przed nosem Hamiltona, a za plecami Ricciardo. W czołowej dziesiątce - nieoczekiwanie - znalazł się Romain Grosjean, którego debiutancki Haas okupował 9. lokatę między Massą a Hulkenbergiem, który zamykał wówczas czołową dziesiątkę. Chwilę po wznowieniu rywalizacji, przed swoim garażem zaparkował mistrz świata sprzed 9. lat - z jego Ferrari wydobywał się ogień. Ugaszenie go, niestety, nie pozwoliło wrócić Finowi do rywalizacji.

Podczas gdy Vettel powoli budował przewagę nad jadącym za nim Rosbergiem, Hamilton wciąż nie potrafił pokonać kierowców STR. Sztuka ta udała się w momencie gdy młodzi reprezentanci Toro Rosso zjawili się na swoich stanowiskach serwisowych po problemach z ogumieniem. Jako pierwszy na zmianę opon zjechał Sainz, co pozwoliło mu znaleźć się w stawce przed młodszym kolegą, który spędził w boksie kilka sekund więcej, ponieważ jego ekipa nie była gotowa na zjazd zeszłorocznego debiutanta.



W pewnym momencie, Nico Rosberg zaczął czerpać korzyści z posiadania pośredniej mieszanki. Strata do Sebastiana Vettela stopniała w oczach, jednak do walki na torze nie doszło, ponieważ Sebastian Vettel został ściągnięty na zmianę opon. Po problemach z odkręceniem koła, w bolidzie Ferrari założono miękkie opony, które miały pozwolić Niemcowi dogonić Mercedesa, ponieważ wówczas oczywiste było, że kierowcy ekipy z Brackley, w boksach się już nie zjawią. W środku stawki, duet STR utknął za dobrze spisującym się Palmerem, natomiast Grosjean wciąż jechał po punkty dla Haasa.

Mercedes znalazł się na drodze do dubletu, dopiero kiedy Hamilton uporał się z Ricciardo, którego ogumienie kończyło swój żywot. Lokalny bohater dostał na końcowe okrążenia supermiękką mieszankę, która pozwoliła szybko znaleźć się przed Massą. Australijczyk na nowym komplecie opon regularnie poprawiał rekordowe osiągnięcia, ale walka o podium nie była już możliwa. Swoją szarżę rozpoczął także Sebastian Vettel - pięciosekundowa strata do Hamiltona została zniwelowana, po części także dzięki Lewisowi, którego wycieczka poza obręb toru poskutkowała tym, że reprezentant Ferrari znalazł się tuż za mistrzem świata. Błędu nie ustrzegł się także Sebastian Vettel - zblokowane koła na hamowaniu do przedostatniego zakrętu spowodowały, że Niemiec znalazł się na trawie. W efekcie, końcowy układ czołowej trójki poznaliśmy jeszcze przed rozpoczęciem przedostatniego okrążenia.



Podium padło łupem trio, które najczęściej lądowało w końcowej trójce rok temu. Usatysfakcjonowany może być Daniel Ricciardo, który zmagania ukończył na 4. miejscu, ze znaczną przewagą nad Felipe Massą. Bardziej niż zadowolony może być Gene Haas. Kalifornijski biznesmen planował zdobycie punktu na przestrzeni całego sezonu, a tymczasem sztuka ta udała się już w debiutanckim starcie za sprawą 6. miejsca autorstwa Grosjeana. Sztuka zdobycia punktów nie udała się ekipie Renault, której reprezentanci uplasowali się na 11. i 12. lokacie. Na mecie znalazło się 16 bolidów, a ostatnimi, które przekroczyły metę były te, kierowane przez Buttona, Nasra i Wehrleina.

Brak komentarzy: