niedziela, 13 marca 2016

Czego możemy spodziewać się w sezonie 2016? (część 2)

W poprzednim wpisie z tej serii, naszą uwagę skupiliśmy na trzech ekipach, które brylowały na torach całego świata w zeszłym roku. Tym razem, postaramy się przeanalizować szanse zespołów, które w roku 2015 niejednokrotnie pokazały, że mają aspiracje, aby zapukać do drzwi czołówki.


Walka w środku stawki, w zeszłym roku, dała kibicom wiele powodów do radości - kierowcy walczący o punktowane lokaty jeździli agresywnie, a układ sił wśród nich często zależał od specyfikacji toru oraz od tego, czy dana ekipa przywiozła na wyścig większy pakiet poprawek. Tym razem może być podobnie, ale niewykluczone, że któryś team dołączy się do walki o najwyższe lokaty.


4. Red Bull
Zeszły rok dla czerwonych byków był najgorszym od sezonu 2008. Trudno się więc dziwić, że w zespole zatracona została świadomość zwycięzców, którą pamiętamy za czasów dominacji Sebastiana Vettela. Wiele mówi się o tym, że wszystko za sprawą jednostki napędowej, która jest piętą achillesową każdego teamu, korzystającego z silników Renault. Wyniki przedsezonowych testów z pewnością nie napawają optymizmem kibiców zespołu z Milton Keynes. 

Co prawda, Ricciardo do spółki z Kwiatem przejechali 814 okrążeń, ale uzyskiwane czasy nie dają nadziei na lepszy sezon, ponieważ teoretyczny lider Red Bulla - Daniel Ricciardo - na ultramiękkiej mieszance, stracił 0,7 sekundy do najlepszego rezultatu Kimiego Raikkonena. Z kolei na mieszance miękkiej, Australijczyk stracił 1,4 sekundy do Nico Rosberga. 

Te dane nie muszą być wymierne, ale wątpliwe jest, że używając ultramiękkiej mieszanki, Ricciardo nie próbował sprawdzać możliwości swojego RB12. Co ciekawe, reprezentanci czerwonych byków w trakcie testów uzyskiwali gorsze rezultaty od kolegów z Toro Rosso, choć w założeniu to właśnie STR ma być tą wolniejszą ekipą. Jeśli osiągane czasy nie były zasłoną dymną, to trudno liczyć na pozytywny sezon dla Ricciardo i Kwiata. 

Albert Park powinien zweryfikować możliwości tej ekipy, ponieważ w poprzednich latach konstrukcje Red Bulla spisywały się na nim bardzo dobrze, więc jeśli marzą o walce, to już w pierwszej Grand Prix powinni pokazać się z dobrej strony.


5. Force India
Stajnia jeżdżąca pod hinduskim szyldem jest bardzo nieprzewidywalna. W sezonie 2014 zaliczyli bardzo przyzwoitą pierwszą połowę sezonu, aby w drugiej praktycznie przestać punktować. Z kolei w zeszłym roku zaliczyli niemrawy początek, a wraz z upływem sezonu rozkręcali się coraz bardziej.

Warto przypomnieć, że w ostatnich pięciu Grand Prix sezonu 2015, kierowcy Force India tylko raz nie udało się wejść do Q3, bowiem podczas wyścigu o Grand Prix Brazylii, Serio Perez startował z 11 lokaty. Taki pozytywny trend pod koniec zeszłorocznej rywalizacji, może zwiastować mocny początek sezonu dla zespołu Force India, ponieważ tegoroczne konstrukcje -  większości - są ewolucjami poprzednich bolidów. 

Nico Hulkenberg był czwartym najszybszym kierowcą przedsezonowych testów, a sam zespół zaliczył ogromny postęp względem poprzedniego sezonu, ponieważ najlepszy rezultat Hulkenberga był o 1,6 sekundy lepszy niż najszybsze okrążenie z przedsezonowych testów w roku 2014. Żaden inny zespół - nie licząc Manora - nie wykonał takiego progresu. Co ciekawe, Force India miało dopiero ósmą najwyższą prędkość maksymalną, co w poprzednich latach często się nie zdarzało. 

Może to świadczyć o tym, że ekipa mocno poprawiła się w aspekcie aerodynamiki, albo zwyczajnie nie wykorzystywała pełnego potencjału jednostki napędowej Mercedesa. Oczywiście, nikt nie liczy na to, że Force India nagle zacznie wygrywać, ale wyniki testów dają nadzieję na to, że ten zespół może włączyć się do walki na wyższym poziomie, niż miało to miejsce to do tej pory.


6. Toro Rosso
Wydawałoby się, że zespół, który decyduje się na nowego dostawcę jednostek napędowych na chwilę przed prezentacją bolidu, nie ma prawa liczyć na owocny sezon, tymczasem liczby podczas testów mówią zupełnie coś innego. 

Scuderia Toro Rosso zaliczyła 1049 okrążeń, a więc pod względem przebiegu ustąpiła jedynie mistrzom świata. Jeżeli chodzi o tempo na pojedynczym okrążeniu: Carlos Sainz stracił zaledwie 0,4 sekundy do najlepszego okrążenia Kimiego Raikkonena. Obaj na swoich okrążeniach używali ultramiękkiej mieszanki. 

Dobra postawa obu reprezentantów Toro Rosso może być związana z tym, że ten obiekt zwyczajnie pasuje konstrukcji STR11, ponieważ w ubiegłorocznej Grand Prix Hiszpanii, zarówno Sainz, jak i Verstappen pokonali Kimiego Raikkonena w Q3, a jak wszyscy wiemy, taka sytuacja w zeszłym roku raczej rzadko miała miejsce. Ciężko więc stwierdzić, czy jest to zapowiedź mocnego sezonu, czy tylko mocnego Grand Prix w wykonaniu STR. 

Jeśli chodzi o walkę wewnątrz zespołu, to zapowiada się
ona niezwykle pasjonująco: Max Verstappen zeszłorocznymi występami bardzo wysoko zawiesił sobie poprzeczkę i bardzo ciężko będzie mu zrobić jeszcze lepsze wrażenie na światku Formuły 1. Z kolei Carlos Sainz musi zrobić wszystko, żeby wyjść z cienia młodszego kolegi - przede wszystkim, musi zacząć więcej punktować, jeżeli poważnie myśli o kontynuowaniu swojej kariery w królowej motosportu.


Podczas gdy większość kibiców ma nadzieję na to, że Ferrari dorwie Williamsa, ja liczę na większe zmiany w środku stawki. Bardzo ciekawie zapowiada się dwóch siostrzanych ekip - Red Bulla i Torro Rosso. Wszystko wskazuje także na to, że krok naprzód wykonała hinduska stajnia, Force India. Jednakże, wszystko to może się okazać nieprawdą, a jak zawsze, wszystko zweryfikuje tor.

Już teraz zapraszam na kolejną, przedostatnią część wpisu!

Brak komentarzy: